Miła niespodzianka w turystycznym Alicante! (i mieszane drugie wrażenie)
Południowcy z oczywistych względów większość torów mają otwartych, a tu nowy zamknięty obiekt - musiałem zatem go odwiedzić 🙂 Alicante jest zdecydowanie turystycznym miastem, choć na tyle przyjemnym, że chcemy z Małgosią tam wracać. Tym bardziej musi być dobry obiekt kartingowy!
W Alicante jest nowiutki – schody na recepcję to był jeszcze goły beton, ale cały obiekt naprawdę został przyjemnie zaplanowany. Tor oferuje wózki elektryczne - ja co prawda wolę spalinowe, ale te były w perfekcyjnym stanie i zapewniły fajny trening (w elektryku należy unikać całkowitego puszczenia gazu bo wtedy gokart bardzo zwalnia). To jeden z nielicznych torów, gdzie nie było problemu losowego wózka, bo po prostu wszystkie były nowiuteńkie. Co więcej, za 50 euro były 3 przejazdy, więc jak na ten standard to naprawdę dobra cena.
A teraz niespodzianka, która uczyniła to wyjście wyjątkowo fajnym. Byłem tam w sobotę rano, nie było nikogo innego i manager (mimo że nie mówił słowa po angielsku 😉, a ja dopiero po wizycie w Alicante zacząłem się uczyć hiszpańskiego) zaproponował mi wspólny race! 🙂 Wow, uwielbiam ich pasję do tego sportu.
Minusy? Dość krótka nitka, która pomimo dość ciasnej konfiguracji jest jedynie na 26 sekund. Wyobrażam sobie, że przy 8-10 wózkach (szczególnie z przypadkowymi osobami) frajda z jazdy może tam szybko zniknąć. Ale i tak chcę tam wrócić!
(UPDATE 25.12.2025)
No i wróciłem – tak do samego Alicante, jak i na tor. Od razu pochwalę obsługę za możliwość skorzystania z kamery. Pozwolili mi przykleić mocowanie do ich kasku (uchwyt po prostu im zostawiłem). Fajnie było wrócić, bo jak piszę wyżej, wcześniej byłem w pustym, nowo-otwartym obiekcie. Teraz byłem w miejscu pełnym ludzi (jest tam też bilard, piłkarzyki etc.) po 3 latach, a więc już pojawiły się zniszczenia.
Tłok nie przeszkadzał, wpuszczają na krótki tor (ma on w zasadzie 3 zakręty, przy czy pierwszy z mocnym hamowaniem z łuku jest fajnym miejscem treningowym) rozsądnie. Pierwszy zgrzyt pojawił się, gdy na pierwszą sesję wypuścili nas na ograniczonej mocy. Junior miał wykupione tylko 2 przejazdy, a ten pierwszy w zasadzie się przetoczyliśmy… Natomiast większy problem to wózki. Poprzednio je chwaliłem i trudno się dziwić, bo były nowiutkie. Teraz miały bardzo przykrą charakterystykę – traciły odczuwalnie moc po 4-5 kółkach! Obsługa powiedziała mi, że to kwestia zużytych już baterii. Nigdy nie byłem fanem elektrycznych kartów, ale z czymś takim jeszcze się nie spotkałem.
Jeszcze nigdy nie obniżyłem oceny po kolejnej wizycie, ale tu jest to niestety zasadne. Powiem Wam coś – kilka lat temu byłem zachwycony hiszpańskimi torami (być może dlatego, że zacząłem od rewelacyjnego toru w Madrycie), teraz doceniam to, że mają ich dużo, ale jakość zaczyna mocno odstawać od tego, co mamy w PL (choć paradoksalnie zazwyczaj też jest taniej).
Zapraszam Was na szybkie kółko




